Snowprogres - snowboard freeride, splitboard - szkolenia i campy

Biwak splitboardowy

13

Więcej zdjęć tutaj: http://www.snow-progres.provolustions.pl/category/media-pl/sezon-1415/beskidy/

Wyjechaliśmy z półtorej godzinnym opóźnieniem, przyznać muszę, że z mojej winy, za co z tego miejsca przepraszam chłopaków szczerze i głośno. Po niespełna kolejnej godzinie dotarliśmy do naszego przysiółka, trochę jak na końcu świata :]
Tyleż samo na fokach zajęło Nam osiągnięcie bazy wyjściowej do dalszych działań. Z racji pory, która niestety nie należała już do wczesnych, uznaliśmy wspólnie, że priorytetowe będzie nazbieranie drewna i rozbicie namiotu. Gdy „obóz” rozpoczął swoje życie, a piecyk w namiocie (tak piecyk w namiocie !!) zmianę temperatury w obszarze swojej odpowiedzialności była już czarna noc. Zdecydowałem jednak podejść rekonesansowo w okolice potencjalnych zjazdów. Noc była ciepła, -2’C. Split nadal przyodziany w G3 więc w górę. Nie sądziłem, że dojdę na szczyt jednak gwieździsta noc i zawstydzony księżyc zmieniły plany. Światło czołówki z każdym metrem utwierdzało mnie w przekonaniu, że teren jest niesamowity. Strome zbocze (jak na Beskid, około 35′) i mnóstwo efektów silnego wiatru, który tej nocy też dawał o sobie znać rozbijając szkwałami czarną ciszę. Samemu nocą w górach pojawia się wiele interesujących aspektów bycia człowiekiem. Choć to nie pierwszy raz stawiałem się świadomie i dobrowolnie w takich okolicznościach to nadal wyobraźnia moja karmiąc się zaistniałym, płata figle swemu współtowarzyszowi.
Podczas podejścia czułem jak wraz ze wzrostem wysokości zmienia się jakość śniegu. Pisząc to myślę, że to mógł być kolejny z impulsów niepozwalający mi zaprzestać dalszej drogi. Śnieg nie był lekki, miękki, puszysty czy suchy jednak szreń cieńsza i bardziej podatna na nacisk.
Niestety nie udało mi się zweryfikować dalszych zboczy z racji chociażby wszechobecnych ciemności to zjazd połacią, którą jako pierwszy sfoczyłem :] okazał się emocjonujący i przysporzył wielu emocji. Postrzeganie terenu i szybkie decyzje podczas zjazdu oświetlonego czołówką z jednej strony ograniczają z pewnością urozmaicenie linii, a z drugiej strony pobudzają znacząco intuicyjność.
Dobry, czarny zjazd w zaskakująco przyjemnym śniegu.
Chłopaki w Naszym tipi już czekali z pyszną kolacją.
Chylę czoła z miejsca tego wersu.
Klimat zimowych biwaków, realnego ciepła, rozmów i czystej radości pozostawiam bez specjalnych rozszerzeń. To czas, który trzeba przeżyć samemu. Niepowtarzalne poczucie komfortu, spokoju i smaku w otoczeniu mroku, dziczy silnego wiatru i co najważniejsze, dobrych ludzi. Dla mnie to wypełniona wszystkimi niezbędnymi elementami kula, która tworzy tak dzisiaj szeroko pojmowane zjawisko Freeriding’u, który uważam zaczyna się dopiero tutaj.
Po nocy dzień i splitboard naczczo. Śnieg nieco twardszy po nocnym mrozie. Niebo jednak błękitne, choć z racji północnej ekspozycji ściana w cieniu i podczas podejścia jak i drogi w dół. Odkryliśmy kolejnych kilka miejsca, które wydają się nawet nieco lepsze niż to co do tej pory udało Nam się eksplorować. Wszystko w dystansach nie dłuższych niż 1,5 do 2 godzin na fokach plus zjazd i ewentualne już nie długie, turowanie do obozowiska. Teren niesamowity. Kilka dobrych, choć nie długich to stosunkowo stromych ścian pełnych sporych rozmiarów korzeni i powalonych drzew do zjazdu. Otwarty teren choć nie do końca oczywisty. Po kolejnym zjeździe dotarliśmy do tipi i dwójki, która została i filmowała Nasze poczynania z poziomu obozu. Późne ale przepyszne śniadanie z piecyka (Ponton, pełny szacun) i zwijanie całego obejścia.
Dotarcie na dół do samochodu, choć był to zjazd, możliwe, że sprawiło więcej problemów niż podejście dnia wcześniejszego.
Tak myślę, że Beskid jeszcze nie raz mile Nas zaskoczy.
Czas bezcenny. Spokój duszy. Pełny Freeriding.
Ps.
Najlepsze co dały mi Góry, to Ludzi.
LOVESNOW:]

s n o w p r o g r e s . c o m
DAE

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pozostałe kategorie